Herbert Read „Zielone dziecko”


Anarchista porządkuje

„Zielone dziecko” od pierwszych stron zapowiada się na powieść awanturniczą – podróże, rewolucje, Indianie, rewolwery. Ameryka Południowa to świetna sceneria dla obalania rządów i galopu poprzez pampasy. Tego właśnie spodziewać się może czytelnik sięgając po książkę autora głoszącego anarchistyczne poglądy. Herbert Read był aktywnym członkiem ruchu anarchistów i nie da się o tym nie myśleć czytając tę powieść.

Bohater Reada – Olivero, gnany rządzą przygód, pakuje się w kolejne awantury. Ten styl życia nazywa „poszukiwaniem szczęścia”. W końcu je znajduje. Właściwie nie tyle znajduje, co sam je sobie organizuje. Otrzymuje władzę nad jednym z państewek Ameryki Południowej i tworzy… raj. Jako przywódcy doskonale prosperującego organizmu społecznego jest mu tak dobrze, że aż dobrze mu tak. W raju, jak radzi prosta turystyczna piosenka, nie należy „zostawać do jesieni”. Bohater stworzony przez anarchistę nie wytrzymuje w swoim własnym raju długo. I tu czytelnikowi rozgrzanemu awanturniczą narracją sprawa się komplikuje. Następuje zmiana dekoracji. Zmienia się konwencja. Mniej strzelanin, więcej elementów nadprzyrodzonych. Z powieści łotrzykowskiej przechodzimy do świata fantasy. W każdym razie do jakiegoś innego świata, w którym zarówno biały bohater, jak i Indianin byłby intruzem. Tu bowiem ludzie są zieloni. Być może autor uznał, iż jego bohater przeżył już tyle w świecie trzymającym się norm rzeczywistości, że należy przenieść go do świata zielonych ludków, aby w powieści mogło coś jeszcze się zadziać. Tu, wśród zielonych, Olivero może spokojnie pofilozofować. I rozmyśla – o porządku. Zieloni są bowiem uporządkowani – w młodości kopulują, na starość kontemplują. Poza tym zajmują się różnymi aktywnościami – wszystkie z góry wyznaczone. Nie trzeba się męczyć z wyborami, unosić ambicjami. Żadnych dylematów. Umierają mądrze i z przyjemnością. Ład, harmonia, spokój.

Czy o to chodziło twórcom utopii? Czy o to chodzi w społeczeństwom dbającym o zrównoważony rozwój? Czy w ogóle o to chodzi? O ten ład, harmonię i spokój? Tylko dlaczego dowiadujemy się tego z dzieła anarchisty? Istnieje tylko Porządek; Nieporządek nie istnieje i nie można go stworzyć. Z tej fundamentalnej idei wywodzą się wszystkie dogmaty dotyczące natury wszechświata. Nie można sobie wyobrazić, aby Porządek miał początek lub koniec; nie można go utworzyć z Nieporządku czy też do niego sprowadzić, gdyż to, co nie jest Porządkiem, nie istnieje – głoszą zielonoskórzy mędrcy. Czy Read prezentując ich filozofię odkrywa przed czytelnikiem własne poglądy? Bo może w którymś momencie zwątpił w anarchię i zaczął pokornie obserwować naturę, postrzegając świat jako twór podlegający jakiemuś odwiecznemu porządkowi właśnie? Może autor „Zielonego dziecka” pragnął takiemu uporządkowaniu poddać się i zaznać spokoju?

Czymże jest chaos, jak nie materią targaną niematerialnymi siłami? – zastanawia się Olivero. – Czyż nie znalazłem drogi działania, która prowadzi do wniosku, że kiedy żyjemy i ciało zatruwa dusza, nigdy nie możemy ziścić naszych pragnień? Dusza bowiem jest dla nas źródłem niekończących się problemów z powodu żądzy władzy, a także jest podatna na choroby, które na nas spadają i stanowią przeszkodę w poszukiwaniach prawdziwego sensu istnienia; jest źródłem miłości i pożądania, lęku i rozmaitych urojeń oraz dumy; w rzeczywistości często pozbawia nas zdolności działania. Przy lekturze powyższego fragmentu prawie zobaczyłam wymowny uśmiech anarchisty ukrytego pomiędzy zielonymi (tak pogodzonymi z materialnym wymiarem swojej egzystencji). Uśmiech kogoś, kto na pewno „nie zostałby w raju do jesieni”. Nie zamieniłby swoich – krwi i kości na zielone prześwitujące ciałko. O raju można wiele powiedzieć. (I Read w powieści na ten temat się nagadał.) Tego co się powie nie można bowiem nijak sprawdzić. Nie wiemy, jak czułyby się w nim nasze chaotyczne dusze. „Zielone dziecko” to książka, która prowokuje do podważania idealnych rozwiązań i szukania piękna w braku doskonałości. To takie ludzkie przyjemności.

Justyna Polakowska

Herbert Read „Zielone dziecko”, przełożył Stefan Baranowski, wydawnictwo Vis-á-vis/Etiuda, 2013