Mirosław Hermaszewski, „Ciężar nieważkości. Opowieść pilota-kosmonauty”


Kosmiczny gawędziarz

978-83-242-0846-3_81469_F

Po przeczytaniu wspomnień Mirosława Hermaszewskiego wróciłam raz jeszcze do poprzedzającego książkę „Słowa wstępnego”. Autor tłumaczy w nim, skąd pomysł na spisanie tych niezwykłych doświadczeń. „Wielu sądziło, że kosmonauta jest dzieckiem szczęścia (…). Nic bardziej błędnego”, „(…) autorzy [innych] publikacji nie zajrzeli głębiej do mojego życiorysu, nie usiłowali dotrzeć do mych przeżyć i uczuć”, „(…) zamierzałem pokazać, jak ciężką drogę przeszło moje powojenne pokolenie” – pisze. Jak bardzo mylące to słowa, można się przekonać dopiero po lekturze „Ciężaru nieważkości”.

Aby nie być jednostronną, zacznę jednak od definitywnych zalet książki Hermaszewskiego. Nigdy jeszcze nie spotkałam się z tak fascynującym opisem przygotowania do lotu kosmicznego. Autor przedstawia swoją drogę na orbitę od samych początków – od pierwszych fascynacji lotnictwem, przez ciężką rekrutację i twardą konkurencję, zmagania z własnym ciałem, odpornością, przez długie lata nauki, aż po finalny i niezapomniany lot w czerwcu 1978 roku. Nie pomija przy tym żadnych detali, np. szczegółowo (na tyle, na ile to możliwe) opisuje mechanizm wynoszenia rakiety ponad ziemską atmosferę, okraszając opowieść ciekawostkami – jak choćby ta, że nie tylko skafandry kosmonautów są szyte na miarę, ale nawet fotele odlewane są osobno dla każdego z pilotów, by były idealnie dopasowane do ciała i łagodziły negatywne skutki wielkich przeciążeń. Trzeba jednak dodać, że fragmenty typowo techniczne są pisane z użyciem fachowego żargonu i w żadnym miejscu nie objaśniane, co może sprawiać pewną trudność czytelnikowi-laikowi. Poza tym jednak nie można mieć większych zastrzeżeń do narracji (jak się zaraz okaże – poza pewnymi wyjątkami) – kosmonauta okazał się być równie dobrym pisarzem-gawędziarzem. Ile w tym zasługi dobrej pracy redakcyjnej wydawnictwa – możemy tylko przypuszczać.

Jeśliby odnieść się do założeń ze „Słowa wstępnego”, wniosek nasuwa się jeden – autor nie wykonał założonego przez siebie planu. Jedynym problemem życia kosmonauty w czasach opisywanych przez Hermaszewskiego zdaje się być dbanie o własne zdrowie i kondycję oraz ciągłe dokształcanie się. Co prawda nie wszyscy na orbitę wylecieli, ale z opowieści wywnioskować można, że ucierpiała na tym jedynie ich ambicja. Dostatnie życie mieli i tak zapewnione. Co do „przeżyć i uczuć” Hermaszewskiego – rzeczywiście mamy do nich „dostęp”, ale jest to oczywiste – wszak główny bohater jest autorem książki. Czasem jednak jego odczucia wydają się egzaltowane, przesadzone. Choć można by to zrzucić na karby niedostatku warsztatu pisarskiego. Hermaszewski to pilot, a nie literat.

Największy dysonans pojawia się, gdy mowa o powojennym pokoleniu. Rodzice Hermaszewskiego, a szczególnie jego mama (ojciec zginął jeszcze w czasie wojny), nie mieli łatwego życia, nie da się tego jednak powiedzieć o samym Mirosławie. Państwo wzięło go pod swe opiekuńcze skrzydła, a on poddał się temu uściskowi bez zastrzeżeń. Pod koniec książki wspomina o rzekomych szykanach, jakich doczekał się od swoich rodaków już po transformacjach ustrojowych. Wydaje się więc, że częściowym zadaniem tych wspomnień była chęć wybielenia się w oczach Polaków. Hermaszewski wspomina uczciwie o negatywnych reakcjach na jego lot, jak choćby o powiedzeniu: „Nie ma mięsa, nie ma gnata, a Polak w Kosmosie lata”. Z drugiej jednak strony nie wyjaśnia swojego członkostwa we WRON, natomiast gdzie się da zaznacza, że na tydzień przed swym oficjalnym ślubem potajemnie zawarł sakrament małżeństwa również w Kościele i musiał ukrywać rzeczywistą przyczynę śmierci swego ojca (zginął z rąk żołnierzy UPA). W tym miejscu na myśl przychodzi scena z filmu „Katyń” Andrzeja Wajdy, kiedy młody Tadeusz (Antoni Pawlicki), chcąc dostać się do krakowskiej ASP, musi najpierw zgłosić się na egzamin maturalny. Dyrektorka gimnazjum namawia go, by zataił, że jego ojca zamordowali Sowieci w Katyniu, na co Tadeusz odpowiada: „Mam tylko jeden życiorys”. Wojenne i powojenne pokolenie nie musiało godzić się na kompromisy. Każdemu dany był wybór. W tym świetle tytułowa „nieważkość” nie wydaje się w stosunku do pilota-kosmonauty aż tak ciężka, jak to podkreśla Hermaszewski.

Ewa Popielarz

Mirosław Hermaszewski, „Ciężar nieważkości. Opowieść pilota-kosmonauty”, Universitas, 2009.