Amos Oz „Sceny z życia wiejskiego”


Ciemne zaułki urokliwych krajobrazów

pd_207973

Dwie marginalne postaci książki wchodząc do biblioteki dyskutują o literaturze: „On się powtarza. Pisze wciąż tę samą powieść z drobnymi zmianami” – mówi pierwsza. „Nawet Dostojewski i Kafka się powtarzają. I co z tego?” – odpowiada druga. Spór rozstrzyga bibliotekarka: „Zdarzają się tematy i motywy, do których pisarz ciągle wraca, bo widocznie sięgają korzeni jego duszy”. Czy słowami swoich postaci uprzedza autor zarzuty czytelników? Rzeczywiście, w powieściach Amosa Oza rozpoznajemy te same motywy, a nawet tę samą postać. Jest przedstawiana przez pisarza w różnych okolicznościach, różnych sytuacjach rodzinnych, społecznych. To kobieta zamężna lub żyjąca w pojedynkę, ma kogoś albo nie, jej dzieci mieszkają na innym kontynencie, z nią, albo też nigdy nie miała dzieci. Często postać ta daje się poznać po swym zajęciu – jest nauczycielką literatury bądź w jakiś sposób związana jest z tą dziedziną. Oz zdaje się szukać dla niej optymalnego rozwiązania, życiowej sytuacji, w której byłaby szczęśliwa, na co daje jej kolejne szanse. Otacza ją bliskimi, lub przeciwnie – spokojem. Zawsze jednak znajdujemy ją samotną. Kobieta ta zamieszkuje także Tel Ilan, gdzie toczy się życie bohaterów Scen z życia wiejskiego.

Podczas jednego ze spotkań z czytelnikami Oz mówił: „Jeśli chcielibyście, abym jednym słowem powiedział, o czym opowiada moja literatura, powiedziałbym: o rodzinach; jeśli pozwolilibyście mi użyć dwóch słów, powiedziałbym: o nieszczęśliwych rodzinach; jeśli miałbym użyć więcej niż dwóch słów, powiedziałbym, że musicie przeczytać moje książki”. Opowiadania z tomu Sceny z życia wiejskiego nie są wyjątkiem. Ich bohaterowie przedstawieni są w patowej sytuacji – wiążą się ze sobą, tworzą rodziny, kochają się, równocześnie obarczają zniewalającym ciężarem. Żyjący w pojedynkę również nie są wolni od rodzin, chociażby poprzez wspomnienia. Wiadomo – za wolność płaci się samotnością. W książce Oza nikt nie jest wolny, wszyscy zaś mierzą się z samotnością. W rzeczywistość uroczej wsi Tel Ilan pisarz wpisuje tragizm, który w sposób nieunikniony dotyka wszystkich jej mieszkańców. Miary smutku nie wytrzymują niektóre postaci i po prostu odchodzą, znikają z rozdziałów książki – tajemniczo, zostawiając po sobie ślad – część garderoby, kartkę z napisem „nie martw się o mnie”. Czy w ten sposób stają się wolni? Czy w świecie tworzonym przez Oza jest to w ogóle możliwe? W jednym z rozdziałów mężczyzna przechadzający się ulicami zatrzymuje się przed afiszem religijnych agitatorów głoszącym, że „ten świat jest zaledwie lichym przedsionkiem, w którym mamy się przygotować na wejście do pałacu”. Mężczyzna myśli: „o pałacu nie wiem nic, za to w przedsionku całkiem mi się podoba”. Zatem doczesność bywa przyjemna – jeśli urządzić przedsionek odpowiednio, a przede wszystkim nie zastawiać przejścia (tej treści instrukcję -  „nie zastawiać przejścia” – każdy z nas napotkał w którymś z korytarzy, bram, przelotów). Przejście na pałacowe salony trzeba zostawić wolne tym, którym słusznie się ono należy. Przedsionek urządza się uprzątnąwszy zgliszcza, przyznając sobie prawo do wypchnięcia na pałace tego, co z jednej strony szanujemy, z czym wiąże nas prawo moralne, z drugiej strony nie pozwala swobodnie działać, zmieniać się, sprawia, że tkwimy w miejscu nie tyle niewłaściwym, co zbyt już zasiedziałym.
Oz nie mówi jedynie o krępujących związkach rodzinnych, ale też o kulturze zapatrzonej w dzieła sprzed wieków, gdzie zmiany przeprowadzane są jakby chyłkiem, jakby z poczuciem winy, że kala się pamięć przodków. Zapewne Sceny z życia wiejskiego zawierają obserwacje autora nie tylko z Tel Ilan. Ten sielankowy mikrokosmos posłużył do przedstawienia myśli dotyczącej społeczności izraelskiej, może nie tylko. Obserwacje Oza, choć tak subtelne, bez litości odkrywają część natury człowieka. To jedna z jej wizji, mówiąca o cichym pragnieniu uwolnienia się od tych, którzy są dla nas ważni, których kochamy. Wizja ta – wstydliwa i smutna – trudna jest jednak do odrzucenia. Jeśli jednak zaakceptować ją spokojnie, bez gniewu, można próbować urządzić doczesny przedsionek –  nie pozbawiony piękna, choć czasem zdaje się ciemny i ciasny.

Opowiadania Oza są napisane w przejmujący sposób. Trudno się otrząsnąć. Właściwie trudno też znaleźć, w każdym razie w mojej pamięci, literaturę równie głęboko spoglądającą w dusze bohaterów, ale prezentującą odmienną – szczęśliwą wizję ludzkich relacji.

Justyna Polakowska

Amos Oz, Sceny z życia wiejskiego, przełożył Leszek Kwiatkowski, wydawnictwo Rebis, 2010