Jan Sienkiewicz „Owadzie opowieści”


Entomologia dla najmłodszych

Owadzie-opowiesci_Jan-Sienkiewicz,images_big,31,978-83-926726-0-9

Książka Jana Sienkiewicza Owadzie opowieści to kilka historyjek o przygodach biedronki, świerszcza, żuczka i innych mieszkańców łąki. Autor prezentuje małe stworzenia w ich naturalnym środowisku, omawia ich zachowania, sposoby na (prze)życie. Wszystko to w lekkiej bajkowej formie z zastosowaniem, tak użytecznego w bajkopisarstwie, zabiegu personifikacji.
Zwyczaje owadów, jak to w przyrodzie, nie zawsze są łatwe do opisania w książce dla dzieci. Autor jednak nie poddaje się. Nie ukrywa, na przykład, przed czytelnikiem, iż sympatyczne skrzydlate istotki zjadają się nawzajem. Pisze o biedronce: „(…) nie była w nastroju do zabawy. Miała ochotę zrobić coś sama, na przykład polecieć na łąkę poszukać mszyc. Mszyce to takie małe robaczki, którymi biedronki się żywią. Ktoś może powiedzieć, że to nieładnie, ale tak to już jest wśród owadów.” Tak oto autor radzi sobie z krępującą kwestią wzajemnego zjadania się swoich bohaterów. Cenne jest to, że Sienkiewicz nie ominął tego aspektu istnienia – nie kazał owadom jeść owsianki jak w jakimś przedszkolu, pozwolił im żywić się tym, co jedzą w rzeczywistości. Jeszcze cenniejsze jest pogłębienie tego problemu. Autor spekuluje – czy mogłoby być inaczej? Wprowadza postać pająka, który był „dobry”. Łatwo się domyślić, że „dobry” znaczy tu – taki, który zaniechał jedzenia innych owadzich istot. Czy wyszło mu to na zdrowie? Był wciąż głodny, samotny, bo dla owadów pająk i tak był drapieżcą czyhającym na ich życie, zatem bano się go. Jedyna jego przyjaciółka – ważka – odeszła z innymi ważkami. Pająk „smutny poszedł do siebie i pogodził się ze swym losem. Wrócił do rodzinnego domu i wraz z innymi pająkami łapał muchy już do końca swych dni, bo zrozumiał, że pająk może być tylko pająkiem. Czasem po prostu tak jest, że są rzeczy, których zmienić się nie da, nawet jeśli bardzo się tego pragnie.” Owady Sienkiewicza są więc stworzeniami  zdeterminowanymi biologicznie, niezdolne do przekroczenia swej skrzydlatej, kosmatej czy bzyczącej istoty. W Owadzich opowieściach, choć bajkowych, żadna czarodziejska różdżka nie zmienia praw natury. Lektura natomiast na pewno przybliża jej świat.
To piękna idea – połączenie zainteresowań z kręgu nauk przyrodniczych i literatury. Zwłaszcza literatury kierowanej do dzieci. Ich wyobraźnię autor prowadzi ku urokom otaczającej nas rzeczywistości, uwrażliwia na to, z czym współistniejemy.
Sienkiewicz jest jednak bardziej bajkopisarzem niż przyrodnikiem. W jednym z rozdziałów utożsamia świerszcza z konikiem polnym, które to owady, choć podobne do siebie, są dwoma różnymi gatunkami. W błąd wprowadzić może także uczynienie pająka tytułowym bohaterem jednego z rozdziałów Owadzich opowieści. Pająk nie jest wszak owadem. Przybliżenie młodym czytelnikom świata insektów wymaga współpracy entomologa. Najwyraźniej zabrakło go w pracach redakcyjnych.
Książka, choć niepozbawiona uszczerbków natury merytorycznej, ma kilka solidnych zalet. Jedną z nich są ilustracje. Kolorowe pyszczki owadów – takie dziwne, a jednak sympatyczne – na obrazkach Aleksandry Krzanowskiej są pełne cudacznego uroku. Niektóre ilustracje mają przejmujący nastrój. Żuczek zagubiony we wszechświecie kroczy drogą oświetloną przez wielki księżyc. Szczególnie ta wizja zapadła w mojej pamięci. Uwypukla bowiem sens historyjki o wędrówce Żuczka Brzuchatka, egzystencjalny wymiar opowiadania. Mówi ono o prostych przyjemnościach bytu, ale i o zagrożeniach z nim związanych; o związku żywych stworzeń z przypisanymi im miejscami na naszej niebieskiej planecie.

Bezpretensjonalne przedstawienie uniwersalnych prawd przyrody na tle mikrokosmosu świata owadów jest tym, co w Owadzich opowieściach najbardziej wartościowe.

Justyna Polakowska

Jan Sienkiewicz „Owadzie opowieści”, ilustracje: Aleksandra Krzanowska, wydawnictwo Czerwony Konik, 2008