Alain de Botton „Sztuka podróżowania”


Jak podróżować, żeby w ogóle warto było wychodzić z domu.

177120

To zastanawiające – skąd skłonność do pisania o książkach? Chodzi, między innymi przynajmniej, o to, że książka, o której piszemy staje się częścią naszej wyobraźni bardziej niż lektura zakończona tam, gdzie autor postawił kropkę; później już tylko pospieszna konkluzja. Pisanie o książce jest sposobem przywłaszczenia sobie jej treści.

Alain de Botton podobnie jak lekturę traktuje podróż. Mógłby przemieszczać się na duże odległości, pozwalać zmieniać się pejzażom, podziwiać te co bardziej urodziwe i być zadowolonym ze współczesnej możliwości korzystania z samolotu czy pociągu. Samo oglądanie świata nie wystarcza jednak komuś, kto z podróży pragnie uczynić sztukę. W książce swojej de Botton omawia sposoby na podróże, na wejście w posiadanie urody świata, dostrzeżenie w nim tego, czego szkoda byłoby pominąć. Aby wypracować swoje metody obserwuje siebie w sytuacji wędrówki, bycia w „obcych” miejscach i omawia relacje między sobą (podróżującym) a otoczeniem.

Trzeba powiedzieć, że autor w tych dociekaniach nie odkrywa Ameryki (choć dociera nawet na Barbados). De Botton pisze o tym, co zastanawiać może niejednego turystę. Jednak autor „Sztuki podróżowania” zyskuje właśnie tym, że okoliczność podróży rozważa szczerze i bez zadęcia specjalisty-globtrotera. Mówi o tym, co dostrzega, czego dostrzec mu się nie chce i pyta dlaczego tak się dzieje. Formułując odpowiedzi posiłkuje się dziełami pisarzy, malarzy, filozofów. Przywołuje ich charakterystyczne wizje, zamysły, by ubogacić własną perspektywę.  Właściwie proste. Złośliwi powiedzą – każdy tak potrafi. Nie każdy, ale wielu może nawet powinno tak potrafić. Jak ciekawie rozmawiałoby się wówczas z powracającymi z podróży! Złośliwi, zwłaszcza habilitowani (co najmniej) humaniści powiedzą także, że to co jest zaletą książki, stanowi jej niedostatek. Autor mianowicie bardzo przystępnie prezentuje idee artystów, myślicieli powołanych na przewodników poszczególnych rozdziałów. To okazja, by zarzucić de Bottonowi powierzchowne czy płytkie traktowanie ich dorobku. Dlaczegóż by jednak twórczość ważnych dla naszej kultury postaci miałaby absorbować jedynie dyplomowanych zainteresowanych? Dlaczegóż by suszyć ich wykładnie w rzadko odwiedzanych zakamarkach bibliotek? De Botton co prawda nie zgłębia całości dzieła Flauberta, Wordswortha czy Burke’a, ale w swoich pop-filozoficznych rozważaniach nie robi im krzywdy. Korzysta z ich intelektualnej spuścizny, aby przeżywać świat (ten odległy egzotyczny, także bliski jak dystans dzielący własną kanapę od okna) w sposób rozumny i intensywnie, nie zaś ślizgając się po jego powierzchni. Pomysł szczególnie dobry, aby podrzucić go zagubionym wśród pozycji na liście obiektów do zwiedzenia.

Czasem podróżuję w miejsca, których nazw, choć pamiętam szczegóły krajobrazów, nie potrafię sobie przypomnieć już po kilku tygodniach od pobytu w nich. Czasami kupuję przewodniki, ale w ogóle nie wyciągam ich z plecaka podczas wycieczki. Nie chce mi się do nich zaglądać. Włóczę się po dzielnicach miast w ogóle nie znajdujących miejsca w informatorach omawiających warte zobaczenia miejsca, natomiast przypadkiem omijam słynne perły architektury. Regularnie jestem zachwycona peregrynując w  szlafroku z kuchni do sypialni z filiżanką kawy wcale nie odczuwając potrzeby zmiany dekoracji. I parę jeszcze innych grzeszków, które lekko sobie odpuszczam. Podejrzewam, że znalazłabym zrozumienie u autora „Sztuki podróżowania”. Może zapytałby, co takiego jest w pociągających mnie widokach krajobrazów czy budynków. Czego brakuje tym, które ledwo omiatam wzrokiem. W czym tkwi siła poruszających mnie scen. Powinnam to wiedzieć. Wiedza ta stanowi solidny fundament dla wspomnień.

Justyna Polakowska

Alain de Botton „Sztuka podróżowania”, przełożyła Hanna Pustuła, Czuły Barbarzyńca Press, 2010.