Peter Kreeft „Wszystko, co chciałbyś wiedzieć o Niebie… ale nie śniło Ci się zapytać”


Per analogiam

wszystko-co-chcialbys-wiedziec-o-niebie_peter_kreeft_holownia_ksiazka_znak
Rzadko się zdarza, żeby to uczeń reklamował mistrza. A jednak – wydaje się, że najlepszą rekomendacją dla książki Petera Kreefta jest to, że stanowi inspirację dla Szymona Hołowni. Nie ma się czemu dziwić – Hołownię zna każdy Polak choćby przeciętnie zorientowany w życiu Kościoła, a jeśli nawet nie Kościoła, to mediów masowych. Wiedza na temat amerykańskiego profesora filozofii jest nieco bardziej elitarna.

Jakkolwiek by to nie wyglądało, warto dalej iść tropem odwróconej relacji mistrz–uczeń i zacząć swoją przygodę z odkrywaniem tajemniczych zakamarków religii, teologii i filozofii od polskiego publicysty. Choć na pierwszy rzut oka książki Kreefta i Hołowni wydają się podobne, to już po lekturze kilku stron okazuje się, że mimo zadawania podobnie „infantylnych” pytań (Czy w Niebie jest seks? Jak duże jest Niebo? Czy w Niebie będzie nam żal tych, którzy są w Piekle? – to tylko drobna próbka tego, czym raczy nas Kreeft), autorzy mają zupełnie odmienne sposoby udzielania na nie odpowiedzi.

Przy „Tabletkach z krzyżykiem” czy „Kościele dla średnio zaawansowanych” można się zdrowo pośmiać. Wiedza, jaką uzyskujemy w rezultacie, jest rzetelna i konkretna, ale podana w łatwy do przyjęcia sposób. Hołownia mówi językiem popkultury i mass mediów, trafiając w ten sposób do szerokiego grona odbiorców. Kreeft na podobne pytania odpowiada, cytując obficie Kierkegaarda, Kanta, Platona czy św. Tomasza z Akwinu. Nastawiony więc na porcję niezłej rozrywki czytelnik Hołowni dostaje nagle obuchem w łeb – zmusza się go do uruchomienia wszystkich pokładów szarych komórek.

Kreeft nie ukrywa, że łatwo nie będzie. O jednym z rozdziałów pisze wprost: „Jeśli chcesz go przeskoczyć, zrób to”. Ale zaraz dodaje: „Jeśli nie zrozumiesz wszystkiego, nie martw się, że nie zrozumiesz reszty”. Tę uwagę można by zastosować do całej książki, a nie tylko tej jednej części (poświęconej czasowi w Niebie). Można pójść dalej: jeśli czujesz zmęczenie, nie irytuj się, że to dla ciebie za trudne, sięgnij po „Tabletki…” na wzmocnienie i wróć do Kreefta po kilku dniach. Oto jak uczeń wspiera mistrza! Hołownia dyskretnie przestawia nasze myślenie na inne tory, a jego mentor, bazując na podstawowej wiedzy swoich czytelników, wprowadza ją na całkiem inne obszary. Takie, o których się nam nawet nie śniło, że kiedykolwiek o nie zahaczymy, choćby przejazdem.

Mimo tych wszystkich trudności będę się jednak upierać, że książka Kreefta o Niebie jest dla wszystkich. Dlaczego? Ponieważ autor opiera wszystkie swoje tezy (czy też hipotezy) na prostej analogii – Niebo nie jest całkiem jak ziemia, ale nie jest też od niej całkiem różne, jest właśnie „analogiczne”. A raczej odwrotnie – to ziemia jest analogiczna do Nieba, jest jego obrazem. Jaka jest ziemia – każdy wie; jakie jest Niebo – mówi nam Biblia, Ojcowie Kościoła i teologowie, w tym przypadku ustami Kreefta. Gdy ma się dobrego przewodnika, porównanie nie powinno nastręczać większych trudności. Nawet jeśli miałoby się udać dopiero za drugim, trzecim, czwartym razem.

A co jeśli ów przewodnik się myli i Niebo wygląda zupełnie inaczej? Autor wcale nie pretenduje do miana wszechwiedzącego. Książkę kończy po sokratejsku – rozdziałem o „uczonej niewiedzy”. I stwierdzeniem, które musi wywołać uśmiech: jeśli te domysły okazałyby się nieprawdą, znaczyłoby to, że „po drugiej stronie” czeka nas coś jeszcze lepszego.

Ewa Popielarz

Peter Kreeft, „Wszystko, co chciałbyś wiedzieć o Niebie… ale nie śniło Ci się zapytać”, przełożyła Joanna Petry-Mroczkowska, wydawnictwo Znak, 2010