O czym mówi do mnie mój blok
Alain de Botton nie ma wątpliwości co do tego, po co jest sztuka. Sztuka jest po to, by ingerować w życie, także po to, byśmy mogli się poczuć tym, kim chcielibyśmy być. Nie ma sensu przebijać się przez tomy powieści Prousta, jeśli lektura nie spowoduje zmian w egzystencji czytelnika. Nie ma sensu oglądać pejzaży utrwalonych pędzlem znamienitego malarza, jeśli spotkanie z jego dziełami nie sprawi, że zobaczymy rzeczywistość w sposób właściwy temu artyście. Architektura wkracza w nasze życie równie mocno, nawet mocniej. Nikt nas nie zmusi do czytania Prousta czy wpatrywania się w płótna mistrzów, nie unikniemy jednak widoku gmachów miast, które zamieszkujemy. Nie unikniemy też widoku własnego domu, ani domu sąsiada. „Dzieła sztuki projektowania i architektury – pisze de Botton – mówią nam w istocie o życiu, jakie powinno się w nich i wokół nich toczyć. Mówią o nastrojach, jakie chciałyby wywołać i podtrzymywać w swoich mieszkańcach. Chroniąc przed chłodem i oferując pomoc natury mechanicznej, zachęcają nas jednocześnie, byśmy stali się ludźmi określonego rodzaju. Mówią o wizjach szczęścia.”
W tym miejscu wywodu de Bottona zatrzymałam się na dłuższą chwilę. Musiałam się bowiem uporać z myślą, że znaczną część życia spędziłam mieszkając w różnych blokach. Oczywiście, trudno nazwać je dziełami sztuki, ale jednak ktoś je zaprojektował, zaryzykował jakąś wizję. W jakimś sensie akceptuję ją, zamieszkując tego typu budynki. Dobrowolnie znoszę uwagi gości, zajmujących mieszkania w kamienicach lub domy z ogrodami, o tym, że „nie mogliby mieszkać w bloku”, bo sufit za nisko, hałaśliwa winda, „człowiek czuje się jak w szufladzie”. Moje nieliczne meble – też liche i pozbawione historii (nie chciałabym jednak nabijać sobie siniaków, walcząc codziennie o przestrzeń z szafą gdańską po przodku, choćby nie wiem jakiego ducha czasów ukrywała w środku). Jaką „wizję szczęścia” realizuję pracując, śpiąc, patrząc w sufit na piątej części czwartej kondygnacji dziesięciopiętrowca? I jakim człowiekiem w związku z tym jestem? (Poza tym, że nie lubię gości, dla których mój sufit jest zbyt niski).
Miejsce to dla mnie niepozbawione jest uroków, nie ogranicza mojego poczucia szczęścia, kiedy jestem szczęśliwa, jest też wystarczająco piękne, aby zachęcało do pracy. Mam tu na myśli fragmenty widoku przez okno oraz przestrzeń pozbawioną uduchowionych gratów, a także poczucie tymczasowości, które daje możliwość odejścia stąd – gdzieś. Rozważania o moim kawałku sufitu trwało dłuższą chwilę. Chwila ta była jednak potrzebna, aby sprawdzić, czy lektura de Bottona jest w stanie wkroczyć w życie odbiorcy, tak jak dzieło sztuki. Owszem – jest.
„Architektura szczęścia” ma również inne zalety. Nawet jeśli nie zachwyci speców od architektury i estetyki, którzy swoje teorie formułują może w bardziej fachowy sposób, zwraca uwagę na obecność budowli, ich wnętrz; na architektoniczny porządek, elegancję, spójność lub ich brak. Uwrażliwia na zmiany krajobrazu, jakich jesteśmy świadkami. Począwszy od zagospodarowania otwartych przestrzeni po wymianę okien w już istniejących budynkach. Podkreśla, że zmiany te nie powinny być przypadkowe. Pisze: „[j]esteśmy winni łąkom, by nasze domy nie ustępowały w niczym dziewiczym ziemiom, które zastąpiły. Jesteśmy winni dżdżownicom i drzewom, by budynki, którymi je zakrywamy, były obietnicą najwyższej i najbardziej inteligentnej odmiany piękna.”
Efekt podróży autora – omawia przykłady budynków z co najmniej czterech kontynentów – jest nie tylko przyjemny w odbiorze, ale także pożyteczny. Wskazuje na konieczność rozważnego podejścia do spraw budowy, przebudowy domów, obiektów użytkowych. Decyzje o nich powinni podejmować ludzie odpowiedzialni. Niby banalne. Zdaniem de Bottona jednak często unikamy myślenia dlaczego miejsca, w których mieszkamy wyglądają w określony sposób, o czym mówią do nas nasze domy. Nie doceniamy władzy budowniczych nad jakością naszej egzystencji. „Powinniśmy odzyskać poczucie wpływu na to, co się buduje – konkluduje autor – [n]ie ma określonego z góry scenariusza wyznaczającego trasę buldożerów i dźwigów. Możemy opłakiwać stracone okazje, ale nie mamy powodu porzucać wiary, że zawsze jest szansa, by zmienić otoczenie na lepsze.”
Justyna Polakowska
Alain de Botton, „Architektura szczęścia”, przełożył Krzysztof Środa, wydawnictwo Czuły Barbarzyńca, 2010
