Musi być jakieś wyjście stąd
Właściwie trudno powiedzieć, kim chcieć być – i czy w ogóle warto – w świecie omawianym przez Zygmunta Baumana. W każdym razie sens tego bycia jest mocno podważony wnioskami autora „Ponowoczesności jako źródła cierpień”. „Między chwilą a pięknem. O sztuce w rozpędzonym świecie” to wybór esejów Baumana dotyczących sztuk plastycznych, literatury, jednak przede wszystkim rzeczywistości, konsekwentnie nazywanej przez niego „płynną”, tak jakby wszystko w niej było rozcieńczone, bezkształtne, niepewne. Najbardziej drażniące w opiniach autora jest to, że najprawdopodobniej trudno zaprzeczyć ich słuszności. Tylko co zrobić z wizją świata przedstawianą przez Baumana (założywszy, że nie pragnie się zrezygnować z bycia na tym świecie, co przecież jest mocno ryzykownym rozwiązaniem z niemożliwymi do przewidzenia skutkami)?
Świat jest, jak w tytule, „rozpędzony” ruchem w nieokreślonym kierunku; ruchem niezatrzymywalnym, samonapędzającym się. Stara grecka maksyma, wedle której „wszystko płynie”, w kontekście współczesnym brzmi tyle prawdziwie, co naiwnie. Świat bowiem to nie tylko nieustająca zmiana; to jedna wielka szajba, w której człowiek potrafi zachować resztki orientacji, jeśli jest „na czasie” i dołoży odpowiednich, wcale nie małych, starań; jeśli nie jest „na czasie” – odpada, wypada na margines (gdzie wcale nie jest spokojniej). To jedynie jest współcześnie pewne, że nie można być pewnym czegokolwiek. Z każdą chwilą trzeba być gotowym na zmianę. Bycie w ciągłym ruchu niekoniecznie jednak podyktowane jest wewnętrzną potrzebą i wcale nie zakłada rozwoju; wynika z histerycznego dążenia do utrzymania się na powierzchni. Właśnie powierzchnia interesuje nas przede wszystkim; głębiej rzadko się sięga. Może dlatego, że to zabiera czas; poza tym, jeśli głębiej zobaczylibyśmy spustoszenie, stanęlibyśmy przed kłopotliwym pytaniem – co z tym spustoszeniem, i ze sobą, zrobić?
A może eskapizm w lokalność? Trochę doraźnego szczęścia w permanentnym nieszczęściu? Z czego by się tu ucieszyć, żeby się nie pogrążyć?
Czy fakt, że ledwo znam nazwisko modelki, której zmiany garderoby pilnie śledzi i naśladuje „świat” omawiany przez Baumana, świadczyć może, że żyję poza tą rzeczywistością? A o czym świadczy to, że menele pod sklepem na moim osiedlu od dłuższego czasu nie zmieniają się i sprawiają wrażenie zintegrowanych z resztą społeczności, nie zaś jej odpadów; że, często, wyglądają na zadowolonych? Czy tego rodzaju socjologiczne obserwacje dowodzą, że żyję w świecie innym niż ten, o którym pisze Bauman?
Podejrzewam niestety, iż autor świadomie z uporem używa pierwszej osoby liczby mnogiej pisząc o świecie „nasz”. Mimo odległości jaka dzieli wielu ludzi od największych stolic Zachodu, nasza rzeczywistość jest równie płynna jak rzeczywistość uganiających się za najnowszymi trendami, zmieniającymi się na tyle szybko, by nie znaleźć czasu na zastanowienie się nad sensem tej pogoni. „Kiedy (o ile w ogóle) – pisze socjolog – taka okazja się w końcu zdarzy (…) zwykle jest już za późno na refleksje o życiu własnym i innych. Ono jest już ukształtowane. Jest również za późno, by przeciwstawić się jego obecnemu kształtowi i kwestionować przyzwoitość jego przebiegu.”
Zdaniem Baumana, rozważającego dzieło Alberta Camus, przed rezygnacją obronić może zrównoważenie troski „o piękno i o upokorzonych”. To, jak należy wypełniać ten postulat, Bauman pozostawia pomysłowości i sumieniu czytelnika. Zastrzega jedynie: „Nakaz jasny jak słońce – ale jego realizacja, mgłą gęstą (…) okryta.”
Musi być jakieś wyjście stąd?
Justyna Polakowska
Zygmunt Bauman „Między chwilą a pięknem. O sztuce w rozpędzonym świecie”, wydawnictwo officyna, 2010
