Sztenglowie: po której stronie klatki stoją?
Pewnym moim znajomym zamieszkującym strych w dalekim mieście Amsterdamie owładnęła idea braterstwa ludzi i zwierząt. Jesteśmy wszak dziećmi tej samej Matki Natury. Poza pomysłem zarybiania holenderskich kanałów złotymi rybkami spełniającymi życzenia posiadał wiele innych koncepcji, których wdrażanie miało uszczęśliwić ludzi, ale także i zwierzęta. „Przecież to wszystko jest w mocy ludzkiej!” – mawiał. Sam stroił odzież w gołębie pióra i mocno się denerwował na urzędasów, którzy nie chcieli mu poświęcić chwili czasu, aby mógł przedłożyć swoje projekty w Ratuszu. Zaczął więc od własnego domostwa – bratając się z myszami. Dokarmiał je. Nowe pokolenie urodzonych na strychu myszy nie tyle jadło mu z ręki, ile wyjadało z talerza. Było ich coraz więcej, wchodziły wszędzie, bez skrępowania nadużywały gościnności. Mój znajomy pojął swój błąd. „Sam tego chciałem” – krzyczał po nocach desperacko rzucając butami w każde szare futerko pojawiające się na jego stole. Ale myszy się nie bały. To one kontrolowały sytuację na strychu. Porządek zrobił dopiero kot – ani mu się śniło bratać z myszami.
Wspominałam mojego znajomego przy lekturze książki „Zwierzyniec Państwa Sztenglów”. Autorka – Vera Ferra-Mikura opisuje przypadki rodziny, której członkowie mają wiele cierpliwości do zwierząt. Kiedy los zsyła im słonia, węża, pięć kotów, hipopotama, koguta czy królika (jest także i mysz) nie oponują. Są uprzejmi i ekologiczni. Wolą zostać wyrzuceni z domu, niż wyrzucić z niego choćby jednego z pupili. Nie dojadają, bo większość zjadają zwierzęta. Pakują się w tarapaty lecz zachowują solidarność z gromadą podopiecznych „braci mniejszych”. Dzięki temu ich życie nie jest nudne – przeprowadzki, demolki, nowi przyjaciele, nowi wrogowie. Wiążąc swoje życie ze zwierzętami sami w końcu zostają potraktowani jak zwierzęta. To najzabawniejsza ilustracja Jerzego Flisaka w całej książce – Sztenglowie zamknięci w klatce. Czuli się tam równie dobrze, jak hipopotam w ogródku przed domem, karmiony makaronem.
Ludzie i zwierzęta mają wiele wspólnego. Co do tego nie mają wątpliwości ani biolodzy, ani psychiatrzy. Ludzie i zwierzęta znacznie się jednak różnią. Co do tego nikt nie ma wątpliwości. Braterstwo stworzeń Matki Natury to piękna idea, chodzi jednak o to by wprowadzać ją w życie rozsądnie, tak, by nikt nie został tym braterstwem udręczony. Zbyt gorliwe realizacje idei często owocują wariactwem – „ćwiczeniem pawiana” po nieodpowiedniej stronie klatki.
„Zwierzyniec Państwa Sztenglów” w formie zabawnej opowieści przygodowej wyjaśnia, że bycie prawdziwym i rozumnym przyjacielem zwierząt polega na akceptacji ich odmiennej od ludzkiej natury, a także swojej własnej.
Justyna Polakowska
„Zwierzyniec Państwa Sztenglów” Vera Ferra-Mikura, przetłumaczył Tadeusz Polanowski, wydawnictwo Dwie Siostry, 2011
