Siew astronomów, siew fizyków
Najgorzej powiedzieć dziecku, że jest „urodzonym humanistą”. Pobłażliwe traktowanie przedmiotów ścisłych ma potem utwierdzać wyrokujących nauczycieli i samego ucznia w słuszności postawionej diagnozy. Były czasy (całkiem niedawno), kiedy nie trzeba było wcale zdawać na maturze matematyki. Upadła królowa nauk nie udzielała swych łask z podziemia. Nigdy nie dowiem się jakich metafor pozbawiła moją wyobraźnię nieznajomość matematyki, której przestałam się uczyć w liceum opieczętowana stemplem z napisem „urodzona humanistka”. Chociaż czasem myślę, że te metafory mogły przyjść do mnie inną drogą, to jednak często mi żal przebąblowania lekcji przedmiotów ścisłych.
Systemy edukacji zmieniają się, belfrowie, metody nauczania także. Niebezpiecznie oddać się w ich nerwowe ręce. Znacznie lepiej jest uniezależnić się od nich, a w każdym razie nie dać im prowadzić wyobraźni. To wydaje się wcale nietrudnym zadaniem, kiedy śledzi się działalność niektórych wydawnictw. Na przykład – wydawnictwa Muchomor.
Kogo poznajemy w dwóch pierwszych tomach „Trylogii Gdańskiej”? Jana Heweliusza i Daniela Fahrenheita – dwóch chłopców, którzy gdzieś w XVII-wiecznym Gdańsku mieli swoją mamusię i tatusia, rodzeństwo, kolegów. W pewnym momencie życia, zarówno jednego, jak i drugiego zaczęły intrygować sprawy w tamtych czasach trudne do wyjaśnienia przez najlepszych nauczycieli. Autorka – Anna Czerwińska-Rydel omawia losy obu sław nauk ścisłych na tle epoki, w której żyli. Ale nie tylko o przygody tych szczególnych postaci tu chodzi. Ani o to, że w odróżnieniu od innych bohaterów książek dla dzieci żyły one naprawdę. Kluczową zaletą obu opowieści jest przedstawienie dziedzin w jakich położyli swe zasługi. I tak w książce „Wędrując po niebie z Janem Heweliuszem” czytamy o stanie wiedzy astronomicznej – tej, którą znamienity gdańszczanin mógł poznać w szkołach i tej, do jakiej musiał dojść sam, dysponując opisanymi narzędziami, budując nowe – własnego pomysłu. „Ciepło – zimno. Zagadka Fahrenheita” podobnie – omawia, czym zajmował się fizyk, czego szukał i co znajdował badając zagadnienie temperatury.
Często słyszy się opinię, że klasyka literatury dziecięcej pozostaje niezrozumiała dla odbiorcy z uwagi na obecne w niej wyrazy, które wyszły już z obiegu. Od dawna w języku potocznym nie używa się słowa „stalówka”,„kałamarz” i wielu innych. Czy zatem powinno pisać się książki korzystając wyłącznie ze słów znanych przez dzieci? (Niewiele wiedziałyby one o rzeczywistości innej niż ta, której na co dzień doświadczają, gdyby nieznane wyrazy trafiły na indeks tych zakazanych.) Jeśli wyraz „stalówka” uniemożliwia lekturę „Plastusiowego pamiętnika”, co w przypadku opowieści o astronomie sprzed czterystu lat posługującym się w pracy się „kwadrantami”, „sekstantami”, a nawet „oktantami”? Co z historią fizyka konstruującego „chronometr”, „teleskop”, „hipsobarometr”? Autorka wyjaśnia te słowa, dlatego ich obce brzmienie nie zniechęca do lektury. Tak jak i nazwiska innych naukowców przewijające się w obu książkach, ważnych dla rozwoju astronomii, fizyki, badaczy współczesnych bohaterom opowieści, a także działających dużo wcześniej. Na końcu „Wędrując po niebie…” i „Ciepło – zimno…” znajdują się też odpowiednio: „Dodatek astronomiczny” oraz „Dodatek młodego naukowca” – wiadomości ściśle związane z dziedzinami, które młody czytelnik może zapragnąć zgłębiać na poważnie.
Ale to nie wszystko. „Trylogia Gdańska” jest niezwykle gustownie ilustrowana przez Agatę Dudek. Grafiki wykorzystujące stare ryciny są skomponowane bardzo nowocześnie – pełne ruchu, zestawień elementów z przeróżnych źródeł, jednak łączących się w spójną całość. Ilustracje zainteresują zarówno „urodzonych humanistów”, jak i tych, których pęd do poznania pozostaje nieograniczony.
Justyna Polakowska
Anna Czerwińska-Rydel, „Wędrując po niebie z Janem Heweliuszem”, „Ciepło – zimno. Tajemnica Fahrenheita”, ilustrowała Agata Dudek, wydawnictwo Muchomor, 2011

