Och, jaka śliczna książeczka! I straszna, i śmieszna
Są ludzie, którzy trzymają pod poduszką notesik i ołówek, aby zaraz po przebudzeniu mogli zapisać swój sen. (Później, kiedy już wstaną i przetrą oczy mogą już go nie pamiętać). Nie wszystkie sny udaje się jednak opisać w formie spójnej fabuły, czy obrazu. Sny najczęściej wymykają się takim próbom. Ostatecznie – w opisie – ulegają deformacji.
Sny trudno sklasyfikować. Diabełek we śnie może być dobrym kolegą, a przestraszymy się zbyt szerokiego uśmiechu aniołka. Czy oniryczną wizję nazwiemy koszmarem, czy dobrym snem zależy od nieuchwytnych wrażeń jakie mieć będziemy w ułamku sekundy po przebudzeniu. Jak opowiedzieć niejasnej wymowy sny, niewytłumaczalne, takie, które nie są ewidentnie ani dobre, ani złe – niewinne i złowieszcze zarazem?
Okładka książki Oli Cieślak to graficzna prezentacja takiej właśnie niejednoznaczności. Srebrne literki umieszczone są na czerwonym tle w białe grochy, takie jak u muchomorka. Pierwsze wrażenie jest takie, że kiedy bierzemy książeczkę do ręki mamy ochotę powiedzieć: „och, jaka śliczna książeczka”. Kiedy jednak patrzymy na nią dłużej dostrzegamy, że ten muchomorek to właściwie bardzo przypomina grzyba nuklearnego.
Za okładką następuje wiele cudacznych grafik – i strasznych, i śmiesznych. Mamy tu miłe dziecinne twarzyczki z wąsami, mózg w słoiku, trochę golizny z uszami dzikich zwierząt. Przyśnić się mogą różne rzeczy. Jak bowiem umysł inaczej niż we śnie może radzić sobie z czymś, co pozornie jest normalne, lecz z gruntu – dziwaczne. Dziwactwa przeróżne tkwią na przykład w języku potocznym. Co zrobić z czymś, co się drze ? – oczywiście, zanieść do krawca. A jeśli drze się dziewczynka? Dziewczynkę, która się drze należy zaprowadzić do krawca – to logiczne. Lokujemy pieniądze lub trzymamy je w skarpecie. Skoro lokujemy także uczucia, to logiczne, że niektórzy (ci, co nie lokują) trzymają je w skarpecie. Jeśli kaganiec jest sposobem na gryzące psy, to cóż dziwnego w stosowaniu tego samego sposobu wobec gryzącego swetra.
We śnie tracimy kontekst, ale w umysłach wciąż pełno słów kurczowo trzymających się swoich znaczeń. Stąd „Złe sny” Oli Cieślak.
Książka jest edytorskim cackiem. Niewiele w niej tekstu, dużo obrazków. (Może w swych notesikach do zapisywania snów, powinno się je raczej rysować?) Surrealistyczny posmaczek odwiedzie wyobraźnię młodego odbiorcy od uładzonych bajkowych ilustracji ku absurdom czyhającym w języku i w obrazach imaginacji niczym pytania, „które czaiły się między zębami pewnej dziewczynki” – jednej z postaci występujących w snach autorki książki – „i napadały na dorosłych znienacka”.
Justyna Polakowska
Ola Cieślak „Złe sny”, wydawnictwo Bona, 2011.
