Andrés Ibáñez „Księżna jeleń”


 

Czy był tu jednorożec?

Książka „Księżna jeleń”, jak zresztą spodziewałam się po tytule, jest malownicza na baśniowo. Są zamki, komnaty pełne magicznych przedmiotów, odległe krainy zamieszkiwane przez stworzenia nie z tego świata, przedziwne okolice, przemierzane przez wybrańców wiedzionych misją. Jest i tytułowa księżna łącząca świat bogatego dworu, magii i przyrody – piękna i dzika, po prostu cudowna. Wiele tu motywów, które znamy z opowieści o czarownikach, wróżkach, tajemnych poszukiwaniach czegoś najcenniejszego w nieprzystępnych krainach. Andrés Ibáñez, nie tylko poeta, pisarz, ale i pianista jazzowy, improwizuje na bazie znanych motywów – pięknie i z uczuciem. Dużo tu o uczuciach. I o poznawaniu – uczuć, rozpoznawaniu własnej tożsamości poprzez ich doświadczenie.

W baśniach nie wszystko jest piękne. Z czymś dobro musi zwyciężać – ze złem. Obrazy zła u Ibáñeza przewyższają obrazy zawarte w tradycyjnych baśniach, gdzie co prawda zjada się czasem dzieci, albo skazuje za karę złą macochę. Jednak w „Księżnej jeleń” obraz zła jest tak dojmujący, że w wyobraźni czytelnika może zdominować całość lektury. W każdym razie po przeczytaniu obszernych fragmentów dotyczących ludzkiego okrucieństwa, nikt nie ma już wątpliwości co do tego, że charaktery bohaterów, ich droga w całej swej urodzie dąży do konfrontacji z ohydą jaka wydarza się na tym samym świecie, poprzez który dotąd wędrowali.

Tak jak w baśni, obrazy nie są oczywiste w swej wymowie. I tutaj nie jest łatwo odkryć „o co chodzi”. Obrazy i wątki mieszają się, zbiegają w nieoczekiwany sposób. Powieść kończy się „nagle”. Pozostawia niedomknięte furtki dla poszukiwań definitywnych rozwiązań. Ale może tak to miało być – pisarzowi – pianiście jazzowemu zależało na rozbujaniu wyobraźni, pociągnięciu w obszary spowite mgłami tajemnicy, rozpaleniu przed nim barwnego ognia, po to, by następnie spuścić go w grozę okrucieństwo, z którego bohaterowie, wyobraźnia czytelnika jakoś się musi wykaraskać. Użyć wszystkich zdobytych wspaniałych mocy, z wiarą wybrnąć z człowieczych manowców, wyprowadzić siebie i świat na drogę światła, nie spuszczać tego światła z oczu i robić, co trzeba. Dużo w książce Ibáñeza o poświęcaniu własnych pragnień wobec ogólniejszej sprawy, konieczności. Może trochę pochwały poskramiania pragnień, uznania swojego miejsca w regule świata. Z drugiej strony wciąż powraca  zagadnienie wolności, o którą bohaterowie walczą z oczekiwaniami otoczenia, niedostatkami świadomości, własnymi demonami. Jazzowa improwizacja Ibáñeza wywiera mocne wrażenia, dużo też w niej inspiracji do przemyśleń nad własną drogą, powinnością. Zadumy nad światem urządzanym przez człowieka, bo przecież sam się tak nie urządził.

Justyna Polakowska

Andrés Ibáñez „Księżna jeleń”, przełożyła Barbara Jaroszuk, wydawnictwo Rebis, 2018.