Linda Stone, Paul F. Lurquin „Geny, kultura i ewolucja człowieka. Synteza”


Oczekiwana synteza

Ponieważ całkiem niedawno, a dokładnie wczoraj, jeden z moich fecebookowych znajomych (czyli tak tradycyjnie patrząc – jakiś nieznajomy) na moją sugestię wejrzenia w książkę „Geny, kultura i ewolucja człowieka. Synteza” jako dobre źródło informacji o ewolucji kultury odpowiedział: „Ten podręcznik dla mnie jest już anachroniczny w treści” , zastanowiłam się przez chwilę, czy warto jeszcze (w 2013 r.)  recenzować dzieła, których rok wydania schodzi poniżej 2012.  A więc, czy warto – w ogóle – mówić ludziom o książkach, teoriach, odkryciach sprzed, powiedzmy, roku, a już, nie daj Boże, sprzed lat dwóch, skoro wszystko, czego aktualnie nie ma na stronach najpoczytniejszych portali jest po prostu nieważne? Może znaczy to, iż w nauce, jak na Pomponik.pl liczą się już tylko newsy, typu: z kim jest dzisiaj w ciąży Doda? Chociaż wiemy, że ciąża trwa 9. miesięcy i ojcostwo raczej w takiej kwestii zmianie ulec nie może z dzisiaj na jutro, zatem „dzisiejsza” ciąża Dody ma jednak jakiś związek z tym, co miało miejsce ok. 9. miesięcy temu, czasem zaczynam wątpić w starą wiedzę o biologii człowieka i ulegając sugestiom mediów rozważam, czy aby tak bardzo wczorajsze newsy, jak sprzed dwóch dni, mogą mieć jeszcze rację bytu i miejsce w tej medialnej rzeczywistości, do której należy także www.WolnaKsiążka.pl?

Równocześnie całe  moje doświadczenie / wiedza dydaktyczna jasno dowodzi,  iż tych odniesień do przeszłości  nigdy nie dość. Ot, dzisiaj właśnie, całkiem en passon, pytam studentów III roku licencjatu (lepiej zmilczeć, jaki wydział i uczelnia), kim był Krasicki – twórca bajek?  Pytanie tak banalne, jak  tylko można sobie wyobrazić. W tym kraju, z tą historią i z taką, a nie inna literaturą.  Niestety, nikt nie wie, że Krasicki był biskupem. Za to wszyscy wiedzą, kim był Gandalf i Frodo, chociaż pytanie o ewolucję gatunku baśniowego, jak i kwestie powtarzalności struktury oraz źródeł historycznych takich przedstawień giną w mrokach dziejów. „Anachronizm” z wyraźnym obrzydzeniem mówią twarze studentów, spokojnie przekonywanych, że Tolkien to artysta, którego też kocham, ale ludowe narracje o bohaterze poddawanym próbom i pokonującym zło były wcześniej. Anachronizm…czyli musiało to być dawniej niż przedwczoraj. I równie wyrazista niechęć oraz  nieartykułowane pytanie na innych zajęciach, tym razem z antropologii kultury: „co ja,  taka piękna, mam wspólnego z tą „małpą”, o której tu (domniemywam) – nadmiar zbędnego gadania w kontekście historii kultury ludzkiej?.  Czemu ktoś mi imputuje związki z jakimś australopitekiem? ( o zgorszeniu, dotyczącym konieczności wiedzy na temat datowania hominoidów nie wspominając).

Idę w stronę dydaktyki, bo „Geny, kultura, ewolucja człowieka…” to podręcznik, dawno oczekiwany, jasno i klarownie wywodzący historię rodzaju ludzkiego, która – jak się okazuje  – nikomu się nie podoba.  Nie szkodzi, że rzetelnie i bez naciągania przedstawia badania genetyków populacyjnych, paleoantropologów i antropologów kulturowych. Nie szkodzi, że daje odpowiedzi ( naukowo potwierdzone) na tysiące pytań, np. o ewolucję języka, replikację genów neandertalczyka i kromaniończyka, że wyjaśnia drogi transmisji kulturowej na całym globie i chłodno rozważa koewolucję genetyczno-kulturową. Nie ważne nawet, że – ponieważ oparty na faktycznych badaniach, którym sami autorzy poświęcili tysiące godzin swego życia – podręcznik ten napisany jest uczciwie, klarownie i przekonująco. Najważniejsze, jak się wydaje, jest to, że nie jest już newsem. Nazwisko Cavalii-Sforza przemawia tylko do wtajemniczonych, a już skromne MR (Marcin Ryszkiewicz) w jakże kompetentnych i ważnych przypisach, to jakaś kabała, którą na pewno nie będą sobie zajmować głowy wszystkie moje piękne studentki i  – nawet – moi uczeni znajomi z facebooka.

Ja jednak będę uparta. „Geny, kultura, ewolucja człowieka…” to doskonała synteza. Wydając polską jej wersję Wydawnictwo Uniwersytetu Warszawskiego trafiło dokładnie w tę lukę, która wymagała uzupełnienia. Bo ustaleń, doniesień, teorii na temat związków kultury z biologią mamy wiele, nawet tych bardzo newsowych, ze „Świata Nauki” czy – jak kto czyta – „Nature”. Ale żeby tak wszystko w jednym miejscu, udokumentowane, poskładane od A do Z, nie nachalne i  jednocześnie kompetentne…? Aż radość bierze. Włączam w listę lektur obowiązkowych, mimo niechęci studentów do staroci i tych paskudnych małp, od których zaczęła się nasza kultura. Polecam, bo – a nuż – ktoś jednak będzie chciał wiedzieć, ilu jest Belgów w Belgach i dlaczego niektórzy cierpią na bóle brzucha, wypiwszy szklankę mleka. Ludzie bywają nieobliczalni.

Dobrosława Wężowicz-Ziółkowska

Linda Stone, Paul F. Lurquin „Geny, kultura i ewolucja człowieka. Synteza”. Wprowadzenie L. Cavalli-Sforza, przeł. W. Branicki i W. Więckowski, Wydawnictwo Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2009, ss.388