Patti Smith „Obłokobujanie”


Skąd się biorą artyści

Są takie książki, których rozumem jedynie nie ogarniesz. Pojmuje się je przez empatię. Jeśli w ogóle. Jeśli to nie jest tak, że ma się jakąś, mocno odbiegającą od wizji autora, własną wizję tego, o co w książce chodzi, sprowokowaną jedynie pewnymi obrazami, sformułowaniami, nastrojem, zawartym w tekście. Tak jest z „Obłokobujaniem” Patti Smith.  Niby proza, a poezja.

Autorka na wstępie wyjaśnia: tamtej wiosny popadłam w jakąś straszliwą, niepojętą melancholię. Spełniwszy wszystkie swoje domowe obowiązki, gdy dzieci były już w szkole, całymi godzinami przesiadywałam pod tymi wierzbami, zatopiona w myślach. To jest ważne – w jakich okolicznościach powstała ta książka. Wiedza o tym pozwala czytelnikowi uruchomić właśnie tę konieczną empatię. Wyobrażamy sobie Smith pod wierzbami. I dalej też głównie sobie wyobrażamy. Smith zdaje się mówić: „wyobraźcie sobie mnie w czasach, kiedy…” Autorka opowiada nam nie tyle o swoim dzieciństwie, ile o tym, co uważa w nim za ważne. Prowadzi czytelnika jej własną, ukrytą wśród drzew wokół rodzinnego domu, ścieżką, ścieżką Smith – artystki.

Skąd się wzięła Smith – artystka? Właśnie z wyobraźni. Wyobraźnia pozwoliła jej przeżywać codzienność jako okoliczności magiczne. To u dzieci bardzo częste. Smith – artystka uznała jednak za kluczowe to, co u innych zwykle ulega zapomnieniu, co z czasem przestaje mieć znaczenie. W „Obłokobujaniu” czytamy o tajemniczych wełnozbieraczach, błądzących nocami po łące, o kulkach noszonych w skarpetkach i polerowanych wieczorami irchą, o fantastycznych podróżach myśli. [I] w jednej chwili znikałam – rozchwiana awionetka w przelocie z jednej krainy do drugiej (…). [W]szyscy myśleli, że nadal przebywam wśród nich, na moim łóżeczku, pogrążona w zachwycie dziecinnej zabawy. O tym opowiada nam Smith – ponad czterdziestokilkuletnia kobieta stojąca pod wierzbami. Jest przekonana, że to istotne sprawy. Inaczej opowiadałaby o czymś innym. Smith – artystka wzięła się więc z podziwu dla łąki, rozkołysanych traw, dla czczonego jako święty żywopłotu. I z chęci oddania światu czegoś, co warto oddać, czegoś najważniejszego. Marzyłam o wielu rzeczach. Że zabłysnę. Że będę dobra. Że będę mieszkać z gołą głową gdzieś na górskim szczycie i kręcić takim kołem, które obraca ziemię, i że niepostrzeżona pośród chmur będę miała jakiś wpływ na świat – że będę pożyteczna. To, co dla artystki było tak znaczące ofiaruje czytelnikowi wierząc, że i dla niego może mieć wartość. Odkrywa swoje bogactwo – trochę wspomnień, wypolerowanych irchą kulek w skarpetkach, obraz łąki – źródło radości, przekonanie o spełnianiu się życzeń, pomyślanych podczas dmuchania w puch mlecza. W tym świecie można poczuć potrzebną (jednak) do życia lekkość. Smith nie mówi: „pamiętaj, że umrzesz”, mówi: „pamiętaj, że byłeś dzieckiem”. I wychodzi z cienia wierzb.

Justyna Polakowska

Patti Smith „Obłokobujanie”, przełożył Maciej Świerkocki, wydawnictwo Czarne, 2014