Rupert Sheldrake „Nauka. Wyzwolenie z dogmatów”


Przeciw schematom. Rupert Sheldrake – szarlatan czy wizjoner?

Brytyjski biolog Rupert Sheldrake znany jest na polskim rynku wydawniczym z trzech tłumaczeń swoich książek. Są to: „Niezwykłe zdolności naszych zwierząt”, „Naturalna łaska” (współautor Matthew Fox), oraz „Nowa biologia. Rezonans morficzny i ukryty porządek”. W 2015 roku Wydawnictwo Menendra wydało kolejną jego pracę –  „The Science Delusion: Freeing the Spirit of Enquiry”, (London: Coronet, 2012) pod polskim tytułem: „Nauka. Wyzwolenie z dogmatów”. Choć nie jest to najlepsze tłumaczenie oryginalnej wersji tytułu, gubi bowiem istotną inspirację i związek dzieła Sheldrake’a z popularną książką „The God Delusion” innego biologa, sławnego orędownika ateizmu Richarda Dawkinsa (wyd. polskie „Bóg urojony”, wyd. CiS, Warszawa 2007),  dobrze się stało, iż Menendra dopełniła tę interesującą kolekcję prac Sheldrake’a. Jest to bowiem badacz, który od lat 80.,  ściślej od 1981 roku, kiedy to ukazało się pierwsze wydanie jego „A new Science of Life. The Hypothesis of formative Causation”, London 1981), wzbudza zainteresowanie nie tylko w świecie nauki, ale także mediów oraz odbiorców popularnych programów BBC czy platformy TED.

Odpowiedź na pytanie, czym intryguje, prowokuje i fascynuje można odnaleźć w obecnej właśnie w księgarniach „Nauce…” , ale łatwiej chyba pojąc Sheldrake’a, sięgając najpierw po wcześniejszą  „Nową biologię…” , którą w „Nature” z września 1981 roku określono jako „a book for burning”, czyli „książkę do spalenia”[1]. To właśnie w niej Sheldrake po raz pierwszy przedstawił, podważającą dotychczasowe rozstrzygnięcia naukowe hipotezę, iż:  Chemiczne i biologiczne formy powtarzają się nie dlatego, że zdeterminowane są przez niezmienne prawa czy wieczne formy, lecz z powodu przyczynowego wpływu podobnych form wcześniejszych [2]. Stwierdził także: Wpływ ten wymagałby istnienia oddziaływania poprzez przestrzeń i czas – innego niż wszystkie znane typy fizycznych oddziaływań[3].  Posiłkując się analogią fizyczną, ów postulowany przez siebie wpływ, w ramach którego formy układów wcześniejszych wpływają na morfogenezę kolejnych podobnych układów [4] nazwał rezonansem morficznym. Jego zdaniem, wszystkie całości morficzne – od atomów po organy i organizmy, wprawiane są w nieustanne drgania, co pozwala postrzegać je jako układy drgające. Nie są one zatem statyczne, ale dynamiczne i jako takie posiadają sobie tylko właściwe, różne wzorce wewnętrznego rytmu. Jego źródłem, w przekonaniu Sheldrake’a, są wcześniejsze wibracje, sprawiające, że za pośrednictwem rezonansu morficznego forma danego systemu, łącznie z jego charakterystyczną strukturą i częstotliwościami drgań, staje się  obecna dla kolejnego układu o formie podobnej[5].  Inaczej mówiąc, Sheldrake uznał, że w badanym przez naukę świecie form przyrody ożywionej ( np. gatunki roślinne lub zwierzęce) i nieożywionej (np. minerały, planety) istnieją siły, które organizują materię w inny sposób niż widzą to dzisiaj naukowcy. Działają one w czasie niczym bardzo odległe pola pamięci najwcześniejszych, a właściwych dla danej postaci form pierwszych, wytyczając atomom i organizmom cel, ku któremu jednostkowo zmierzają w każdej ze swych „inkarnacji”. Dzięki temu, twierdzi Sheldrake, „ślepe” embriony pratchawca, słonia czy człowieka osiągają morfologicznie pełne kształty, przekazując je dalej, poprzez włączenie się w rezonujący łańcuch drgań: od pokoleń wcześniejszych po przyszłe, albowiem Czasoprzestrzenny wzorzec układu wcześniejszego narzuca się temu drugiemu[6].

Jeśli mamy świadomość, iż badacze genomów i biologowie ewolucyjni  za jedyne prawa determinujące powtarzalność form życia przyjmują dzisiaj zasady dziedziczności genetycznej i darwinowski dobór naturalny, który na dodatek, zgodnie z rozstrzygnięciami Darwina, nie ma celu, wywrotowy charakter hipotez Sheldrake staje się oczywisty. Sugerując istnienie rezonansu morficznego poddaje on zresztą  w wątpliwość nie tylko fundamentalne prawa dziedziczności. Neguje ( a przynajmniej podważa) także eksplikacyjną skuteczność paradygmatów materialistycznych, którym zarzuca niemoc wyjaśniania takich zjawisk, jak  prekognicja senna, jasnowidzenie, déjà vu, odnajdywanie domu przez zwierzęta, gniazd przez ptaki wędrowne, glosolalia (mówienie nieznanymi językami), czy niedziedziczne nabywanie cech i umiejętności, szczególnie przez gatunki laboratoryjne (bakterie, szczury), pozbawione bezpośredniego kontaktu przestrzennego. Zjawisk, notabene, obserwowanych i doświadczanych przez nas od setek lat, ale wciąż wymykających się redukcjonistycznej nauce zachodniej. Sheldrake ma o nich wiele do powiedzenia, a czyni to z pasją i przekonaniem. Poczynając od wskazywanej tu „Nowej biologii…” po  wydaną ostatnio  przez Menendra „Naukę. Wyzwolenie z dogmatów” gromadzi dane, argumenty, doświadczenia i eksperymenty. W tej ostatniej, zresztą, nauczony niewątpliwie trwającą już ponad 30. lat krytyką, jakiej nie szczędzą mu koledzy-biologowie, rekonstruuje dodatkowo filozoficzny kontekst swojej teorii, wskazując na swych wielkich poprzedników (Bergsona i Whiteheada), którym – póki co – żaden sir John Royden Maddox nie zarzucił „umysłowej aberracji”, jak zdarzyło się to Sheldrakowi[7]. W pracy tej, konsekwentnie i po raz kolejny podejmując wszystkie nurtujące go zagadnienia, określane najczęściej przez uczonych jako parapsychologiczne, czy nawet paranaukowe, zauważa: Rozciąganie umysłu w czasie nie wynika z jego „magicznej” odrębności od zwykłej materii. Wszystkie samoorganizujące się systemy, w tym umysł, rozciągają się w czasie – kształtowane są przez przeszłość za pośrednictwem rezonansu morficznego, a także przyciągane przez przyszłość, czyli przyszłe atraktory[8].

Czy przechodzi tym samym na stronę materializmu? Czy, myśląc o dostrajaniu się gatunków do wspomnień i ich zmierzaniu do atraktorów (basenu przyciągania morficznego), potwierdza jednak uznane w fizyce koncepcje samosterujących się systemów otwartych i teorię emergencji?

Kto chce wiedzieć, musi osobiście przeczytać i przemyśleć Sheldrake’a. Mnie sprawił sporo satysfakcji. To lektura zarówno dla poszukiwaczy wyjaśnień jasnowidztwa  i paranormalnych zdolności naszych psów, jak i dla poszukiwaczy nowych rozstrzygnięć w nauce. Czasem ich ścieżki splatają się, wiodąc jednych ku drugim, co przytrafiło się Rupertowi Sheldrake’owi.

Dobrosława Wężowicz-Ziółkowska

Rupert Sheldrake „Nauka. Wyzwolenie z dogmatów”, przetłumaczył Maciej  Majer, Wydawnictwo Menendra, Wrocław 2015.

 


[1]  J. Maddox, Chance for a change in universitis, “Nature” 293 (5830)/1981,p.245

[2] R. Sheldrake: Nowa biologia. Rezonans morficzny i ukryty porządek. Tłum. M. Filipczuk. Warszawa 2013, s. 140.

[3] Ibidem, s.140.

[4] Ibidem, s. 143.

[5] Ibidem, s. 144.

[6] Ibidem, s. 144.

[7] Zob. J. Maddox, Chance for a change in universitis….

[8] R. Sheldrake, Nauka. Wyzwolenie z dogmatów, przeł. M. Majer, Wrocław 2015, s. 279.

 

Poniżej zamieszczamy list tłumacza – Macieja Mejera do redakcji Wolnej Ksiązki:

Z przyjemnością przeczytałem recenzję książki “Nauka – wyzwolenie z dogmatów”.

Tłumaczyłem książkę Sheldrake’a i piszę do Państwa, aby wyjaśnić sprawę polskiego tytułu.

Skojarzenie z brytyjskiego tytułu “Science Delusion” z książką Dawkinsa jest oczywiste i na początku chciałem wprowadzić tytuł, który by to skojarzenie utrzymał. Jednak w czasie korespondencji z Sheldrakiem okazało się, że nie miał najmniejszego zamiaru polemizować z Dawkinsem, a tytuł książki wymyślił nie on sam, tylko jego brytyjski wydawca. Wyjaśnienie, czym jest “science delusion” Sheldrake przedstawia na początku swoich prezentacji na temat ksiązki, a część takich prezentacji jest dostępna na youtube.

Sheldrake nie chciał, abym utrzymywał tytuł sugerujący na polemikę z Dawkinsem. Na rynek amerykański jego książka już dostała inny tytuł. “Science Set Free” i to właśnie do tego tytułu, z którym Sheldrake się bardziej utożsamia, dopasowałem tytuł polski.

W korespondencji emailowej wyjaśniłem też autorowi, że polski tytuł ma podwójne znaczenie – może być odczytany, że nauka jest wyzwoleniem z dogmatów, w domyśle religijnych, i że naukę trzeba wyzwolić z dogmatów, oczywiście naukowych. Bardzo mu się to spodobało.

Pozdrawiam serdecznie

Maciej Majer