Steven Pinker „Piękny styl. Przewodnik człowieka myślącego po sztuce pisania XXI wieku”


Potęga smaku (i rozumu)

Nie znam powodu, dla którego książka Stevena Pinkera, „The Sense of Style: The Thinking Person’s Guide to Writing in the 21st Century”, New York, Viking Penguin  2014)[1] została wydana przez Smak Słowa pod tytułem „Piękny styl…”. Być może spowodowały to względy marketingowe i założenie, że sformułowanie „wyczucie stylu” bądź „zmysł stylu” (lepiej odpowiadające oryginałowi), nie pasuje do gatunku przewodników, w którym tym razem postanowił sprawdzić się sam Pinker – jeden z lepiej rozpoznawalnych kognitywistów amerykańskich, badacz języka i umysłu. Chociaż namysł nad tym, dlaczego „wyczucie stylu” miałoby mniej odpowiadać potencjalnemu nabywcy niż „piękny styl”, nie stanowi tu kwestii zasadniczej, ani nie stanowią go rozważania nad polskim rynkiem wydawniczym, uwagi same cisną się pod pióro. Nasze księgarnie, bowiem, a ściślej – ich półki – faktycznie uginają się od nadmiaru wszelkiego rodzaju literatury użytkowej, poradników i przewodników, rozsiewających się jak przysłowiowa zaraza. I co ciekawe, cieszą się dzisiaj takim wzięciem, jakby młodzi i starzy utracili nagle zdolność samodzielnego radzenia sobie z życiem, i to w najbanalniejszych jego przejawach (poczynając od tego, jak czyścić wannę czy ugotować obiad, po sprawne zapinanie zasuwaka, podlewanie kwiatów, czy głaskanie psa …)[2]. W istocie, mają one tak wielu nabywców, iż z pewnością warto je pisać i w nie inwestować, acz otwartym pozostaje pytanie, kto kogo nakręca? Nie wiadomo również, co się stało z ludzką zaradnością w cywilizacji Zachodu, można jednak podejrzewać, że aktualne życie społeczne do tego stopnia zdominowała merytokracja, a co za tym idzie i wiara w wyrocznie, że nawet przeciętny zjadacz chleba do podejmowania decyzji musi wykorzystywać cudzą wiedzę, doświadczenie i opinie, bo inaczej już mądrze żyć nie potrafi.  Utracił wiarę we własną racjonalność i umiejętności, zdolność oceny, sprawdzone przez pokolenia sposoby działania. Ich miejsce zajęli różnoracy couche, guru, trenerzy radosnego mycia garnków, piłowania paznokci, bogacenia się, osiągania orgazmów, pakowania walizek, nokautowania szefa, zdobywania Mont Everestów. Czytanie ( i pisanie) poradników, dotyczących wszystkiego, czy to życia seksualnego, czy kulinariów, edukacji, urody, zdrowia, psychologii, zarządzania, savoir-vivre’u itp. jest powszechne, ich produkcja tak liczna, a jakość często tak słaba, że sprawia wrażenie, iż nieomal każdy uzurpuje sobie zdolność do ich pisania. To pewnie dlatego Pinker zdecydował o wyborze tego właśnie konsumenckiego żanru. Nie tylko po to, aby podzielić się własną wiedzą o pisaniu w dobrym stylu, ale może i po to, żeby innym „twórcom” uświadomić, że nie każdy może i potrafi pisać jak należy. Nie bez racji rozpoczyna też swoje rozważania od rozdziału „Dobre pisarstwo”, w którym przekonuje, że aby zostać dobrym pisarzem, trzeba być przede wszystkim dobrym czytelnikiem. I nie idzie tu, rzecz jasna, o czytanie instrukcji. Nawet 10 przewodników po pisaniu opanowanych na pamięć nie uczyni z ciebie pisarza, jeśli nie jesteś wyrobionym czytelnikiem, mającym za sobą tysiące dzieł mistrzów (od Sofoklesa do Jo Nesbo) i nabywającym wiedzy o sztuce pisarskiej w osobistym z nimi kontakcie, a nie z zajęć z creative writing. Kluczem do wyrobienia w sobie wyczucia stylu jest bowiem inżynieria odwrotna – zaangażowana, praktykowana przez lata analiza dobrej literatury; jej smakowanie, rozkładanie na czynniki pierwsze, oswajanie i przyswajanie. Choć, jak twierdzi Pinker, nie napisałbym tej książki, gdybym nie uważał […]  że wiele zasad dobrego stylu można przekazać poprzez nauczanie (s. 28), to całość jego wywodu dość jasno wskazuje, że niewprawny czytelnik z „Pięknym stylem…” raczej sobie nie poradzi. Dlaczego? Ponieważ także do przewodnika Pinkera odnosi się eksponowana przez niego prawda, iż dobre pisarstwo można zrozumieć okiem umysłu (s. 34), co oznacza, że przy czytaniu trzeba ten umysł uruchomić. Podobnie jak przy pisaniu. Pisanie, jak celnie zauważa Pinker, nie jest czynnością naturalną, wrodzoną, ale czynnością kulturową, wymagającą świadomości słowa jako narzędzia oraz wiedzy o ludzkich zdolnościach poznawczych. Kategorie gramatyczne reprezentują klocki, z których zbudowana jest ludzka myśl – czas, przestrzeń, przyczynowość, materię (s. 33).Nie można ich mieszać, nie mieszając przy okazji czytelnikowi w głowie i sprawiając, że czuje się on jak głupiec. A to właśnie ma do siebie marne pisarstwo, grzeszące z reguły całym szeregiem błędnych założeń kognitywnych, takich jak błąd fałszywej powszechności, błąd pewności wstecznej, iluzja przejrzystości, ale zwłaszcza karygodna ślepota na umysły. Zwłaszcza na umysły odbiorców, których poznawczej aktywności nie jest w stanie wyobrazić sobie niejeden autor, zakładający, jak dziecko, iż wiedzą oni ( i widzą) tyle, co on sam, choć bynajmniej im tego wcześniej nie powiedział. Ta ślepota przeszkadza zresztą w każdym akcie komunikacji. Pinker nazywa ją klątwą wiedzy, będącą z innej perspektywy – klątwą niewiedzy. To ona przyczynia się do zaniechania przez autorów trudu wyjaśniania ścieżek własnych myśli i stosowanych terminów, wprowadzania niezbędnych szczegółów i okoliczności, nieznanych odbiorcy. Im więcej wiesz na jakiś temat, tym słabiej pamiętasz, jak trudno było się tego nauczyć (s. 85) –  przestrzega Pinker. Zapominasz również, że pisarstwo to akt udawania, podczas którego musimy sobie wyobrazić samych siebie w trakcie swego rodzaju konwersacji, korespondencji, przemowy lub monologu (s.48), w którym miejsce drugiego umysłu, umysłu czytelnika musi być stale uwzględniane, jeśli naprawdę chcesz do niego dotrzeć. Zdecydowanie pomaga w tym inżynieria odwrotna stosowana także wobec siebie. Trzeba bowiem wiedzieć, że i ty, jak inni, grzeszysz zawodną pamięcią i nadmiarem pewności siebie, mylisz anegdoty i osobiste doświadczenia ze stanem świata, opierasz argumentację na osobach, a nie racjonalnych przesłankach. No i bardzo często uprawiasz zawodowy narcyzm, bezmyślnie znakujesz drogę, kompulsywnie asekurujesz się tysiącem zbędnych wtrąceń i odwołań, kosztem odbiorcy osłaniając po prostu własny tyłek (co Pinker nazywa strategią CST). Przed tym nie uchroni cię przestrzeganie listy zakazów i nakazów, jak pisać, ale samoświadomość i szacunek dla rozmówcy oraz jasna koncepcja świata, który chcesz czytelnikowi pokazać. Oczywiście, przydaje się także znajomość składni, niechęć do rzeczowników zombie, trumien słownych i komór pogłosowych, solidność argumentów. Psychologowie dowiedli, że w każdym sporze obie strony są przekonane o swoim rozsądku i prawości, a swoim oponentom zarzucają ośli upór i nieuczciwość (s. 204). Warto pamiętać, że otwierając czytelnikowi okno na świat (swój świat), ty również jesteś stroną, obarczoną takimi przeświadczeniami. Jeśli sądzisz inaczej, być może nawet uważna lektura „Pięknego stylu…” nie uczyni cię lepszym pisarzem. Bo to naprawdę książka dla człowieka myślącego. Radość dla koneserów, wyzwanie dla spragnionych wiedzy, klęska dla czytaczy przewodników,  przekonanych, że można dobrze tańczyć salsę z jej podręcznikiem w ręku. Świetna.

Dobrosława Wężowicz-Ziółkowska

Steven Pinker „Piękny styl. Przewodnik człowieka myślącego po sztuce pisania XXI wieku”, przełożyła Agnieszka Nowak-Młynikowska, wydawnictwo Smak Słowa, 2015.

 


[1] Dla dociekliwych: W 1975 roku Wydawnictwo Viking zostało wykupione przez Penguin Books, które nadal jednak niektóre książki wydaje z logo Viking, jak stało się to w wypadku pracy Pinkera.

[2] To, rzecz jasna, wymyślone na poczekaniu tematy poradników, ale te niewymyślone brzmią np.: J. Gray,  Mężczyźni są z Marsa, kobiety z Wenus; T. Horne, S. Wootton, Trenuj swój umysł, czyli jak obudzić w sobie potencjał; S. Kirkham, Życie ze smakiem, czyli jak zdrowa dieta zmienia styl życia; S. Bavister, A. Vickers, NLP w praktyce, czyli sztuka kształtowania przyszłości; J. Starr, Coaching dla menedżerów. Słuchaj, motywuj i zwiększ potencjał zespołu; M. Clayton, Techniki wywierania wpływu, czyli jak skutecznie osiągać zamierzone cele ( dalej nie wyliczam, bo strona www. temu nie sprosta).